wesele szczecin Satynowe szlafroki
0 wczorajszych wyczynach i opiętych spódnicami tyłkach, lecz o tym pewnym Siebie grubasie; najchętniej wzięlibyśmy go pod obcasy, ale chronił go samochód
1 ten niezwyczajny kordon speszonych biuralistów. Mówiliśmy o tym tak długo, że dziewczyny po raz pierwszy ofuknęły nas za opieszałość.
Dlatego, gdyśmy następnego dnia zobaczyli tych samych cudzoziemskich sukinsynów, przybyło nam tempa i nagle okazało się, że nie odczuwamy już braku śrub, elektrod i oranżady. Z fajerantem nie rzuciliśmy masek li palników, i to wcale nie dlatego, że inżynier obiecał wysoką nagrodę. Nagle Uskrzydlonymi elektrodami krzesaliśmy Strumienie ognia, łzy w zaczerwienionych oczach częściej przysłaniały widok niż ciemne szkła spawalniczych masek, otwory niespodziewanie zaczęły pasować do śrub, a jak nie pasowały, tośmy twardo napinali metal, wypruwając żyły z obrzmiałych karków. Brzuchy przyschły do kręgosłupów, wargi popękały, a ramiona stały się drewniane. Przed nocą okazało się, że konstrukcja jest do niczego. Z rozpaczą waliliśmy młotkami o ziemię i jak małpy Wspinaliśmy się za majstrem na całą jej wysokość, aby ją obalać i zniszczyć. Płakaliśmy i skakaliśmy sobie do oczu w ciemnościach (poprzedzielanych jaskrawymi kręgami lamp, w uszach mieliśmy jazgot ciętego nadaremno metalu, w kiszkach chrobot głodu, w oczach piasek. Wszystkie nasze przekleństwa i cały gnój świata były z nami. Bez snu i odpoczynku próbowaliśmy raz i jeszcze raz, ale światło dnia zastało nas znów na wysokościach. Nagrodą była zamknięta morda grubego sukinsyna i zdezorientowany mamrot urzędników. Po raz pierwszy zabrakło nam w ustach przekleństw i śliny, po raz pierwszy pojednani z majstrem i inżynierem spaliśmy zasłużenie na barłogu tuż koło kotła naszej wysłużonej ciepłowni.